|
o wszystkim i o niczym plus fotki facetów
piątek, 23 kwietnia 2010
Fade Away ( Celine Dion)
To coś co ostatnio wpadło mi w ucho, fajny tekst i muzyka, nawet nie podejrzewałem, że Celina może używać takich gitar w swoich piosenkach, bo zawsze kojarzyłem ją z płaczliwymi balladami, no ale ludzie się zmieniają:)
http://www.youtube.com/watch?v=fydcyIjjexQ&feature=related Foto
Żałoba już się skończyła, więc chyba mogę od czasu do czasu zamieścić jakąś figlarną fotkę. Ta poniższa przywodzi mi na myśl hasło "rzuć palenie razem z nami" albo "papierosy są do dupy". Tutaj widać gołym okiem, że palenie jest sexy, co głównie zależy od samego palącego:)
![]() Przystosowanie
Tak można jednym słowem określić stan, w którym obecnie się znajduję niejako w zawieszeniu i oczekiwaniu na to, co dalej. Wprawdzie nie jest to stan idealny, do którego zamierzałem dążyć, ale raczej jakaś faza przejściowa pomiędzy moim niedawno zakończonym związkiem a życiem samemu i dla siebie. Wszystko wymaga czasu i tak samo jest z przystosowaniem się do zachodzących zmian, no bo przecież nic nie da się zrobić z dnia na dzień, a przynajmniej dotyczy to sfery psychicznej, a głównie przyzwyczajeń, które gdzieś tam są zakorzenione w głowie i nie da się ich tak natychmiast zmienić, albo o nich nie myśleć. Wspomnienia to dosyć delikatna sfera, często niezależna od nas, po prostu w pewnych momentach przychodzą nawet jeśli nie chcemy. Ostatnio mam trochę takich dziwnych sentymentalnych momentów, które nachodzą mnie w najmniej oczekiwanych wydawałoby się sytuacjach. Do tej pory, a minął już miesiąc odkąd mieszkam sam, nie nauczyłem się gotować odpowiedniej ilości jedzenia dla jednej osoby, często rano zamiast jednego kubka z kawą pojawiają się dwa, jak to było przez ostatnie kilka lat, podobnie jest z zakupami w sklepie, przy których zawsze brałem pod uwagę także preferencje i upodobania tej drugiej osoby. Teraz już tego nie muszę robić, ale jednak przyzwyczajenie jest silniejsze i często dopiero przy kasie albo po zakupach uświadamiam sobie, że przecież mogę już tylko brać pod uwagę jedynie siebie i swoje widzimisie. Przecież po powrocie do domu nie usłyszę już, że kupiłem nie taki gatunek herbaty, albo że mój facet miał ochotę na inne piwo niż kupiłem. Teraz niby mam ten komfort, że wszystko jest dla mnie, kiedy chcę i jakie chcę, ale jeszcze ciężko się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza że w domu jest jeszcze sporo rzeczy, które przypominają miniony czas i wspólnie spędzone lata. W tym kontekście
bardzo dobrym pomysłem była zmiana lokalizacji mojej pracy, do której teraz
muszę dojeżdżać, więc siłą rzeczy spędzam mniej czasu w domu i nie mam aż tyle
wolnych chwil na zbędne rozmyślania, które wcale mi nie poprawiają nastroju. Wróciłem
też do kilku swoich dawnych przyzwyczajeń jeszcze sprzed czasów związku z
Maćkiem, znowu słucham dużo muzyki i na ulicy zawsze można mnie spotkać ze
słuchawkami w uszach, na nowo odkrywam swoje zapomniane hobby, czyli
kolekcjonowanie precyzyjnie wyselekcjonowanych piosenek, które znowu nagminnie
ściągam z Internetu. No i często zdarza się, że zasypiam ze słuchawkami na
uszach, taka chwila relaksu tylko dla mnie przed snem, chociaż jest to niezwykle
trudne ze względu na moje koty. Z zakończonego związku zostały mi 4 koty, które
właściwie traktowaliśmy trochę jak nasze wspólne dzieci i sądzę, że jest to
jedna z rzeczy (o ile zwierzaki można nazwać rzeczą), które naprawdę nam się w
100 procentach udały i wszyscy nam ich zazdrościli. Nie chodzi o sam fakt
posiadania kotów, ale bardziej o to, jakie one są, a to że są towarzyskie,
miłe, niezłośliwe, pocieszne i ogólnie nie sprawiające większych problemów to
zasługa tego, jak je wspólnie wychowaliśmy. No bo wbrew temu co mówią
niektórzy, kota trzeba sobie umieć wychować, nie wolno pozwolić mu na wszystko,
bo wejdzie nam na głowę i będzie robił, co chce. Oczywiście koty chadzają
własnymi ścieżkami, ale byłoby super, gdyby te ścieżki były jakoś kompromisowo
uregulowane z właścicielem, żeby sobie wzajemnie nie przeszkadzać. Czasami moje
koty się do tego nie stosują i takim momentem jest właśnie próba zasypiania,
kiedy już się kładę i myślę, że będę miał czas tylko dla siebie to co najmniej dwa
a często cała czwórka przychodzi do mnie do łóżka, żeby się ułożyć razem ze mną
do snu. Taki rytuał wzajemnego układania się na kołdrze, pod kołdrą, na mnie i
wzajemnie na sobie oraz wieczorne zabiegi pielęgnacyjne wszystkich czterech
braci mogą trwać nawet kilkanaście minut zanim wszystkie ułożą się spokojnie i
usną. Jest w tym jedna fajna rzecz, bo w końcu nie mogę powiedzieć, że zasypiam
sam i że moje łóżko jest puste, chociaż jak sobie przypomnę, że obok zawsze
leżał Maciek, a koty układały się między nami dopiero jak obaj się położyliśmy,
to jednak robi mi się przez moment smutno ale staram się szybko odganiać takie
myśli. Cały tydzień zajęło mi odzwyczajenie się od układania dwóch poduszek, bo
przecież teraz jest mi potrzebna już tylko jedna i nie mam problemów z ciągłymi
„wojnami” o kołdrę i to, że zabieram jej zbyt dużo. Pewnie jeszcze wiele jest
takich małych rzeczy, które jeszcze robię tak jak do niedawna, chociaż może nie
ze wszystkich sobie zdaję sprawę albo nie wszystkiego mam pełną świadomość, no
ale takie już są uroki sytuacji, kiedy skończyło się coś, co trwało bardzo
długo i wywarło na nas duży wpływ. Powoli też zaczynam wychodzić do ludzi, na razie jeszcze nieśmiało, ale pewnie z czasem będę częściej pojawiał się na jakichś imprezach i spotykał się ze znajomymi. W końcu od samotnego siedzenia w domu z kotem na kolanach nie spadnie mi nagle z nieba książę z bajki, a fajnie by było, żeby kiedyś się jakiś pojawił. Wprawdzie jeszcze nie planuję niczego i na nic się nie nastawiam, w każdym razie na pewno nie chciałbym traktować kogokolwiek jako zastępstwo tego, co się skończyło. No ale życie jest pełne niespodzianek i chyba najlepiej wychodzą rzeczy, których się nie planuje, tylko pojawiają się spontanicznie, więc nigdy nie wiadomo, co przyniesie nowy dzień. Co teraz z Polską polityką?
Ostatnie wydarzenia powodują, że aż wszystko prosi się, aby zadać to pytanie, które samo nasuwa się po tragedii Smoleńskiej. Oficjalna żałoba państwowa już się zakończyła, a terminy konstytucyjne są nieubłagane i największe partie polityczne będą musiały bardzo szybko zdecydować, jakich kandydatów wystawiają w wyborach prezydenckich. O ile zachowanie Platformy jest raczej przewidywalne i można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że wystawi Bronisława Komorowskiego, to już tego samego nie da się powiedzieć i PiS. Przede wszystkim nie wiadomo, jaką decyzję podejmie lider partii, a brat zmarłego Prezydenta Jarosław Kaczyński. Nie wiadomo w końcu, jak ta osobista dla niego tragedia wpłynęła na niego w sensie czysto ludzkim i jakie to będzie miało konsekwencje. W kategoriach politycznych wydaje się logiczne i uzasadnione, że Kaczyński może chcieć kontynuować polityczne dzieło zmarłego brata, a sam jest przecież naturalnym liderem swojej partii i kto wie czy w obecnej sytuacji, jego notowania w sondażach nie wzrosną. Pozostaje tylko delikatna kwestia samych wydarzeń w Smoleńsku i tego, w jaki sposób Jarosław Kaczyński będzie w tej sprawie wypowiadał się w debacie publicznej. Jeżeli będzie chciał niejako ugrać na śmierci brata kapitał polityczny w nadchodzących wyborach prezydenckich, to nie wróży to dobrze ani jemu, ani polskiej polityce. W sumie bardzo trudno jest przewidywać, jak w nadchodzącej kampanii zachowają się politycy wszystkich partii, ponieważ jeszcze nigdy takie wydarzenie nie miało w Polsce miejsca, trudno też przewidywać, jak wpłynie to na zainteresowanie zwykłych obywateli sprawami publicznymi. Czy ten tragiczny wypadek i autentyczny żal Polaków coś w nas zmieni na stałe? W końcu po śmierci papieża też mieliśmy do czynienia z bezprecedensową żałobą całego narodu, tylko jak się na to spojrzy z perspektywy czasu, to okazuje się, że niewiele z tego zostało. Jak to ktoś zgrabnie ujął „kremówki-tak, encykliki-nie”, co obrazuje podejście Polaków do dziedzictwa i nauk papieża. Wolimy poruszać się w świecie miłych sercu symboli, zamiast sięgać do ich sedna i rzeczywiście wynieść jakąś naukę dla siebie i innych na przyszłość z życia i dokonań wielkiego Polaka. Niektórzy już teraz przewidują, że z Lechem Kaczyńskim będzie tak samo i jego śmierć tak naprawdę nic nie zmieni w polskiej polityce i w życiu publicznym. Pewnie za jakiś niedługi czas znowu zaczną się spory na bardzo ostre argumenty, często personalne, jak to ma miejsce w naszej debacie publicznej. Zamiast odnosić się do argumentów drugiej strony, próbuje się zmniejszyć wartość, a właściwie jej pozbawić przeciwnika politycznego, atakując jego osobę. Nie warto tu mnożyć przykładów z poprzednich kampanii w Polsce, ale jeden doskonale obrazuje ten mechanizm działania – „dziadek z Wehrmachtu” – zamiast wnosić cokolwiek do publicznej debaty, był zwykłym atakiem, który miał zdezawuować jednego z kandydatów. I trudno tu nawet mówić o jakiejś debacie w tym kontekście, bo rzeczony dziadek jako osoba dawno nieżyjąca, siłą rzeczy nie mógł się bronić, a do osoby wnuka jako polityka ma się to zupełnie nijak, ale działa na wyobraźnię i pozostawia wątpliwości. To z resztą dosyć popularna broń w arsenale dyskredytacji politycznej, żeby użyć tutaj trafnego porównania: to tak jakby komuś podrzucić kupę i nawet jak już się ją sprzątnie, to smrodek jednak pozostaje. Mam nadzieję, że nikogo tym zbyt obrazowym porównaniem nie uraziłem, ale moim zdaniem świetnie opisuje ono istotę tego mechanizmu.
Obawiam się, że w nadchodzącej kampanii wyborczej, może dojść do
podobnych ekscesów, z wykorzystaniem oczywiście innych narzędzi w postaci na
przykład komentarzy do ostatnich tragicznych wydarzeń. Niektórzy publicyści już
teraz przewidują, że znowu może dojść do dzielenia Polaków na lepszych i
gorszych, do określania stopnia ich patriotyzmu za pomocą jakichś dziwnych
kryteriów. Czyli znowu zamiast merytorycznej dyskusji o polskich problemach i
receptach na ich rozwiązanie możemy mieć do czynienia ze wzajemnym oczernianiem
się. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie, a politycy
i wyborcy wyciągną jakieś logiczne wnioski na przyszłość z niedawnych wydarzeń.
wtorek, 20 kwietnia 2010
Mądry cytat
Dzisiaj nie będzie żadnych moich przemyśleń i wypocin. postanowiłem wkleić pewien cytat, który wpadł mi ostatnio w ręce, a ponieważ świetnie podsumowuje wszystko to, co się aktualnie w moim życiu dzieje, to myślę, że doskonale wystarczy zamiast jakiejś przydługiej notki w moim wykonaniu. "Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w naszym życiu. Jeżeli uparcie chcemy w nim tkwić dłużej niż to konieczne, tracimy radość i szansę poznania tego, co przed nami." Paulo Coelho.
sobota, 17 kwietnia 2010
Dlaczego nie Wawel?
To pytanie zadaję sobie od kilku dni, i sądzę że nie tylko ja mam pewne opory przed pomysłem pochowania zmarłej tragicznie pary prezydenckiej na Wawelu. Po pierwsze dla mnie jest to miejsce szczególne, gdzie leżą królowie i królowe oraz narodowi bohaterowie. Przy całym szacunku dla zmarłego Prezydenta, jego postać nie licuje z żadną tam pochowaną osobą i jej dorobkiem, bo przecież najtragiczniejsza nawet śmierć nie może przekreślić tego, jakim Prezydentem był Lech Kaczyński, a nie oszukujmy się, ale jego prezydentura nie pozostawia po sobie jakiejś wielkiej spuścizny. Najbardziej nawet symboliczna śmierć, nie może moim zdaniem, usprawiedliwiać takiej decyzji. Do tego należy zauważyć, że Wawel to nie jest jakieś prywatne miejsce pochówku, tylko pewien panteon narodowy i opowiadanie w tym kontekście, że to były ustalenia między Kościołem a rodziną zmarłego budzą mój niesmak. Gdzie w tym przypadku są obecne władze państwowe? Czy milczą tylko dlatego, że boją się o posądzenie o brak szacunku dla zmarłego Prezydenta? W końcu taka decyzja powinna być podejmowana w porozumieniu z władzami państwa. No i przecież nie każda rodzina może sobie zażyczyć, żeby jej tragicznie nawet zmarłego członka pochowano w takim miejscu, niewielu by z reszta taki pomysł przyszedł do głowy, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że Wawel to nie jest taki sobie zwykły cmentarz, gdzie można pochować każdego. Nie jest to też miejsce, o którym decyzje powinien podejmować jeden tylko kardynał, bo to miejsce nie należy tylko do Kościoła, można by zapytać o zdanie ludzi, czy sobie tego życzą, czy popierają taki pomysł. Wydaje mi się, że w tym momencie przeważyła chęć uwznioślenia całej tragedii właśnie przez wybór miejsca pochówku, bo na Wawelu ceremonia pogrzebowa będzie dobrze wyglądała, bo zjadą się głowy obcych państw i delegacje z zagranicy, bo tam będzie to wyglądało godnie i dostojnie jak nigdzie indziej w Polsce. Trochę mnie to przeraża, bo przecież w samej Warszawie znalazłoby się kilka miejsc równie godnych i zdecydowanie bardziej odpowiednich do pogrzebu pary prezydenckiej. Jakby nie było to Warszawa jest dziś stolica Polski i przenoszenie środka ciężkości do Krakowa, wydaje mi się niepotrzebne i wygląda trochę jak działanie na siłę. Obawiam się też, że otoczenie Jarosława Kaczyńskiego snuje już jakieś polityczne plany i przez wybór właśnie takiego miejsca pochówku chce zbudować nieistniejącą legendę Lecha Kaczyńskiego jako wielkiego Prezydenta wyszydzanego przez ludzi i tragicznie zmarłego w imię patriotycznych wartości. Jeżeli takich argumentów będzie się używać w nadchodzącej kampanii wyborczej, to moim zdaniem przekraczamy pewne granice, bo w atmosferze autentycznej żałoby narodowej, próbuje się zbudować coś, czego tak naprawdę nie było i pozostało być może tylko w sferze marzeń zmarłego Prezydenta i jego obozu politycznego. Jeżeli na jego śmierci będzie się próbować zbić kapitał polityczny, to moim zdaniem sięgamy granic absurdu. Nie będę ukrywał, że nie byłem zwolennikiem wielu pomysłów Lecha Kaczyńskiego i nie byłem zwolennikiem jego modelu prezydentury, ale robienie z niego na siłę bohatera narodowego, tylko dlatego, że zmarło mu się w tragicznych okolicznościach w drodze do symbolicznego dla Polaków miejsca, to już gruba przesada. Wawel jest zarezerwowany dla osób wybitnych, które miały tak ogromny wkład w historię naszego kraju, że można by pisać o tym książki. Lech Kaczyński taką postacią nie był i nie będzie, pomimo jego patriotyzmu, faktu, że był dobrym człowiekiem i tragicznej śmierci. Do tego jeszcze pojawia się argument, który w żaden sposób do mnie nie przemawia, a mianowicie, że teraz nie jest czas na tego typu dyskusje, bo to zakłóca atmosferę żałoby narodowej i powagę, która panuje w mediach i w opinii publicznej. Wypadałoby w takim razie zapytać, kiedy będzie na to czas? Wtedy, gdy już Prezydent wraz z małżonką zostaną pochowani w nieodpowiednim miejscu? Wtedy pewnie pojawi się kolejny argument, że teraz to już nie ma sensu, bo pogrzeb się odbył i że rozdrapuje się rany, które powinny się zabliźnić. Moim zdaniem czas na tego typu dyskusję jest właśnie teraz i bardzo żałuję, że nikt nie zadał sobie trudu, żeby taką debatę zainicjować jeszcze przed podjęciem tej dziwacznej dla mnie decyzji. Podjęto ją bez jakiegokolwiek wybadania nastrojów społecznych w tym temacie, a widać, że nie wszyscy z tą decyzja się zgadzają, bo już tego samego wieczoru, kiedy została ona ogłoszona, przed oknem kurii w Krakowie zebrała się grupa osób głośno wyrażająca swoją dezaprobatę. Co ciekawe zamiast jakiejś logicznej argumentacji, zwolennicy pochówku na Wawelu użyli argumentów personalnych, odmawiając osobom protestującym patriotyzmu, traktując ich jak wichrzycieli i mącicieli, którzy zakłócają świętą atmosferę żałoby narodowej. Kolejny raz okazuje się, że w Polsce nie można głośno wyrażać swoich poglądów, bo można być posądzonym o brak patriotyzmu, jeżeli te poglądy nie zgadzają się ze stanowiskiem większości. Z utęsknieniem czekam, aż media wrócą do tego tematu, bo poza kilkoma głosami w tej sprawie, tak naprawdę nie odbyła się na ten temat żadna publiczna debata, a z pewnością będzie ona bardzo interesująca, bo nawet niektórzy hierarchowie Kościoła uznali, że decyzja o pochówku na Wawelu jest zbyt pochopna i że znalazłyby się inne bardziej odpowiednie miejsca. Pewnie jeszcze nie raz będzie okazja, żeby wrócić do tego tematu, być może na chłodno, po wszystkim opinie będą bardziej wyważone, a dyskusja bardziej cywilizowana. Szkoda tylko, że będzie to już po fakcie, bo przecież pogrzeb pary prezydenckiej odbędzie się już w niedzielę i raczej trudno sobie wyobrazić, że w ostatniej chwili zostanie wybrane inne miejsce pochówku.
czwartek, 15 kwietnia 2010
Trauma narodowa
To, co się stało w minioną
sobotę, wydawało się z początku zupełnie nie do uwierzenia, jak jakiś koszmarny
żart, albo sen, z którego zaraz się wszyscy przebudzimy. Taką przynajmniej
miałem reakcję na początku, jak też większość moich znajomych. Wiadomość o
tragedii zastała mnie w pracy, gdzie z rana przyszedł do nas jeden ze znajomych
i powiedział o tym. Początkowo nikt nie uwierzył mu na słowo, od razu weszliśmy
na strony internetowe najpopularniejszych i najbardziej poważnych portali
internetowych, żeby tę informację zweryfikować-niestety okazała się prawdą.
Natychmiast pomknęliśmy do pomieszczenia, gdzie znajduje się telewizor, gdzie w
osłupieniu stała już grupka osób i oglądała TVN24, na którym to kanale na
bieżąco były podawane informacje o tragedii. Właściwie przez cały dzień trudno
było mi w to uwierzyć, dopiero pod wieczór około 18, kiedy po drodze z pracy
postanowiłem zajść pod Pałac Prezydencki, trafił do mnie ogrom tego wydarzenia
i jego namacalna realność. Tłumy ludzi, które zbierały się spontanicznie pod
Pałacem nie mogły się niestety mylić. Dla mnie osobiście jest to bardzo
wstrząsające wydarzenie i chociaż nie podzielałem poglądów tragicznie zmarłego
Prezydenta i jego środowiska politycznego, to jakoś poczułem, że powinienem w
tej trudnej chwili tam być, żeby pokazać szacunek dla mojego kraju i jego
głowy. Jakoś w tym momencie poglądy polityczne nie miały dla mnie znaczenia,
chociaż przeglądając listę ofiar znalazłem nazwiska dwóch kobiet z lewicy,
których osobiście będzie mi bardzo brakować w naszym życiu publicznym: Jolanta
Szymanek-Deresz i Izabela Jaruga-Nowacka. Do tego też znalazłem na liście
nazwisko matki mojego dobrego kolego z liceum chociaż była senatorem PIS w
ostatnich latach, to pamiętałem ją jako kobietę pełną ciepła i życzliwości dla
innych. Od razu przypomniałem sobie wielogodzinne rozmowy na tematy polityczne
i światopoglądowe, które często zdarzały mi się z jej synem, nierzadko się
spieraliśmy, bo już w czasach liceum miałem ukształtowane lewicowo-liberalne
poglądy, a kolega raczej prawicowo-konserwatywne. Wyobrażam sobie, a właściwie
ja to doskonale wiem, co może przeżywać syn, który nagle stracił matkę i
niestety dotyczy to bardzo wielu osób, które straciły w tej katastrofie swoich
najbliższych. Wydawałoby się, że polityka
odczłowiecza, a tu okazuje się, że właściwie każda z ofiar oprócz jakiegoś
zaangażowania w politykę miała też normalne życie rodzinne i ktoś po nich
autentycznie będzie płakał i przez długi czas będzie miał w życiu pustkę,
której nie da się tak szybko zapełnić. Opróżnione urzędy państwowe da się
szybko zapełnić, i trzeba będzie zapełnić innymi osobami, ale już strat
prywatnych w życiu członków rodzin nie da się tak łatwo wyrównać. Wydaje mi
się, że oglądając ludzi w telewizji zapominamy trochę o tym ,że każdy z nich
poza sferą publiczną ma normalne życie, jak każdy z nas i ta tragedia to
unaoczniła. Może teraz będziemy traktować naszych polityków bardziej po ludzku,
mam też nadzieję, że oni sami zaczną się wzajemnie traktować z większą
życzliwością i szacunkiem, bo przecież nawet różne poglądy na pewne sprawy nie
uprawniają do wzajemnego obrzucania się błotem i inwektywami, a tak się
niestety bardzo często ostatnimi czasy działo w naszej debacie publicznej. Może
czegoś nas ta tragedia nauczy, chociaż to bardziej moja idealistyczna nadzieja
niż przekonanie, bo już niestety po kilku dniach widać, że nie nauczyliśmy się
niczego, a symbolem tego braku nauki jest dla mnie pomysł pochowania Prezydenta
i jego małżonki na Wawelu. Pomysł absurdalny i nie na miejscu, przy całym
szacunku dla zmarłych, ale moim zdaniem nie można też popadać w skrajności,
kiedy w samej Warszawie jest wiele miejsc godnych i zdecydowanie bardziej
odpowiednich. Właściwie to temu pomysłowi poświęcę osobny wpis na blogu, bo dla
mnie jest to jednak sprawa ważna, która powinna podlegać publicznemu osądowi i
nie można w takich chwilach odmawiać ludziom prawa do wyrażenia swoich
poglądów. W końcu Wawel to nie jest miejsce prywatne, ale należy do całego
narodu. Bardzo mi miło, że pojawia się coraz więcej komentarzy na
moim blogu i oczywiście je bardzo się fajnie czyta, zauważam
wtedy, że to co piszę nie trafia w próżnię i bezosobową sieć, ale że prowokuje
do przemyśleń no i że komuś chce się zostawić te kilka zdań ze swoją opinią pod
jednym czy drugim moim wpisem, za co bardzo dziękuję i proszę o więcej.
czwartek, 08 kwietnia 2010
Zmian ciąg dalszy
Ostatnie święta nie należały do najprzyjemniejszych, właściwie cały wolny czas przesiedziałem w domu z kotami, które dziwnie wyczuwają, jak bardzo nienaturalna sytuacja nas spotkała. Do tej pory zawsze miały dwie osoby w domu, dwóch właścicieli, którym mogły się położyć na kolanach, przytulić i przyjść się pogłaskać. Teraz zostałem im tylko ja i chociaż to tylko zwierzaki, to widać, że rozumieją, co się stało i że już nigdy nie będzie tak, jak dawniej. Mnie samego też ogarnął jakiś marazm i zupełny brak chęci do robienia czegokolwiek, właściwie zamarło całkowicie moje życie towarzyskie i musiałbym dobrze poszperać w pamięci żeby sobie przypomnieć, kiedy byłem na jakiejś imprezie, pomijając towarzystwo z mojej pracy i pożegnalne piwo przed świętami. W pracy również trochę zmian, mianowicie zmieniłem lokalizację i teraz będę musiał dojeżdżać do pracy. To jakaś ciekawa odmiana po kilku latach pracowania w jednym miejscu i to w dodatku dziesięć minut od domu. Mam nadzieję, że nie będę żałował tej małej zmiany, bo w końcu sam się na nią zdecydowałem i nikt mnie nie zmuszał. Poza tym w nowym miejscu jacyś ludzie z innym, normalniejszym podejściem pracują, nie ma takiej presji psychicznej, wszyscy jakby bardziej przyjaźnie nastawieni do człowieka, a w końcu to ta sama firma a tyle różnic między dwiema lokalizacjami. Pomijam już fakt wyposażenia i warunków pracy, wszystkie komputery nowe, szybkie, nic się nie zawiesza, wygodne fotele, a o to wszystko było bardzo trudno w mojej poprzedniej lokalizacji, bo chyba kierownicy nie za bardzo zadawali sobie trud, żeby dbać o takie szczegóły. Poza tym wychodzę z założenia, że lepszy znany kierownik ze swoimi humorami i przewidywalny, niż nowy, po którym nie wiadomo czego można się spodziewać. Dlatego zmieniłem miejsce wraz ze swoją kierowniczką i jeszcze jednym kolegą, a poza tym zawsze to jakaś zmiana i człowiek może nauczyć się czegoś nowego. Po ponad dwóch latach robienia tego samego już mnie czasami krew zalewała, a teraz nadarzyła się okazja, żeby to zmienić, mimo że nowe i nieznane zawsze może rodzić pewne trudności. Ale skoro słonie w cyrku potrafiły nauczyć się tańczyć, to ja nie mogę być gorszy i w końcu nauczę się swoich nowych obowiązków i zadań. W każdym razie póki co jestem w tym temacie nastawiony pozytywnie, a czas zweryfikuje mój entuzjazm albo i nie. Pożyjemy, zobaczymy.
piątek, 02 kwietnia 2010
To już koniec
No i stało się to, co od dłuższego już czasu wisiało w powietrzu, mój związek nie mógł trwać w nieskończoność i skończył się definitywnie wyprowadzką M. kilka dni temu. Osiągnęliśmy stan, w którym już nawet nie dało się razem mieszkać, więc to chyba najlepszy i najmocniejszy argument za tym, że trzeba było to w końcu przeciąć. Zabrał swoje rzeczy zaczynając od najważniejszego dla niego komputera, któremu poświęcał zawsze mnóstwo uwagi, a ostatnimi czasy to nawet rozmawiał nie ze mną, tylko z jakimiś ludźmi przez Skype. W każdym razie od kilku dni znowu mieszkam sam, mam nawet wrażenie jakby czas się cofnął o te 5 lat nagle, chociaż wiadomo, że teraz jestem w zupełnie innym punkcie, a związek z M. zmienieł zarówno mnie, jak i jego. Co ciekawe, nie rzucaliśmy w siebie talerzami, ani nie było karczemnej awantury, wszystko raczej przebiegło nadspodziewanie spokojnie. Nawet sobie trochę poryczeliśmy obaj, wspominając to co było dobre i obiecując sobie, że będziemy utrzymywali ze sobą kontakt. W końcu po 5 latach nie da się z dnia na dzień traktować kogoś jak zupełnie obcą osobę, albo wroga, bo to nielogiczne. Skoro tyle czasu ze sobą wytrzymaliśmy, to jaki jest cel w tym, żeby na koniec drzeć koty i uprzykrzać sobie życie? Niby trudno tak siedzieć nagle w domu i go nie słyszeć, albo kłaść się spać samemu i robić kolację tylko dla siebie, ale podobno do wszystkiego jakoś można się przyzwyczaić, więc może po przejściowym stanie odrętwienia dojdę jakoś do siebie i wszystko będzie w porządku. Na pocieszenie zostały mi nasze wspólne koty w liczbie czterech sztuk, które naprawdę nam się udały i to chyba jak nic w naszym związku, są kochane, przyjacielskie, empatyczne, radosne i przede wszystkim kochają przebywać z ludźmi. Ostatnio okazało się, że nawet najbardziej wyobcowany Guliwer jednak przeżywa odejście M., bo chodzi po przedpokoju miaucząc dziwnie i drapie w drzwi wyjściowe od mieszkania. No cóż, koty to jednak mają ten swój dodatkowy zmysł, więc pewnie rozumieją więcej niż się człowiekowi może wydawać. Przynajmniej w łóżku nie jestem sam, bo jak tylko się kładę, to cała gromadka mnie otacza i każdy wtula się, gdzie może, więc ostatecznie nie jest w domu tak strasznie pusto. Moi znajomi w większości uznali, że dobrze się stało i mają nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy do mnie wracać, jak się już odpowiednio stęskni. Ja w każdym razie nie sądzę, żeby miał nadejść taki dzień, w końcu już obaj nie mieliśmy pomysłu na dalsze trwanie tego związku, a w każdym razie żaden z nas nie przejawiał już inicjatywy w tym względzie. Jak to mówi jedna z moich znajomych: „nie ma takiego wagonika, którego by się nie dało odczepić” no i chyba ma w tym sporo racji, w końcu ludzie się zmieniają i na pewnym etapie uznają, że muszą się rozstać. Coś takiego jak bezwarunkowa miłość istnieje chyba tylko w przypadku matek w stosunku do własnych dzieci, każde inne uczucie to swego rodzaju transakcja, jedna strona coś z siebie daje drugiej i odwrotnie, no a kiedy bilans zysków i strat jest nienajlepszy to miłość się kończy i tak po prostu jest, chociaż wielu jest na świecie idealistów, którzy wierzą w siłę uczuć. Jednym z plusów tej sytuacji jest fakt, że będę miał teraz mnóstwo czasu tylko dla siebie, tak więc pewnie znowu zacznę pisać na tym blogu, który ostatnimi czasy był mocno opuszczony. Niektórzy moi dobrzy znajomi twierdzą, że powinienem sobie znaleźć jakieś fajne zajęcie, jakąś pasję której będę poświęcał swój wolny czas, żeby nic głupiego mi nie przychodziło do głowy. Mają pewnie w tym trochę racji, chociaż teraz na pewno będę miał czasu trochę mniej, bo i w pracy pewne rzeczy mi się pozmieniały, łacznie z kwestią lokalizacji, będę musiał codziennie dojeżdżać, ale sam sobie tak świadomie wybrałem, więc nie moge mieć o to do nikogo pretensji. Będę też musiał nauczyć się wielu nowych rzeczy, bo chociaż nadal będę pracować w tej samej firmie, to zmieni się trochę charakter mojej pracy, ale o tym przy najbliższej okazji napiszę, jeśli kogoś to interesuje, bo godzina już jest nieludzko późna a i tak podziwiam siebie, że o tej porze udało mi się wysmażyć taki długi wpis. |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Humor
Informacyjne
Inne blogi
Muzyczne
Najważniejsze urzędy
Portale Gay
Rozrywka
Specjalny blog mojego Misia:)
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||